• Wpisów:14
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis:4 dni temu
  • Licznik odwiedzin:2 634 / 356 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Znowu, znowu to samo.
Otrzymuję od niego błędne znaki. Ostatnio czułam, że naprawdę jesteśmy sobie bliscy. Dwie wspólne noce, co raz bardziej intymne rozmowy.
Dziś spotkaliśmy się z naszą wspólną koleżanką. Usiadł obok niej a naprzeciw mnie, dotknął raz jej włosów odsłaniając ucho (aby zobaczyć jakie ma kolczyki), drugi raz po prostu zaczął się nimi bawić (taki ma "fetysz", lubi włosy). Jeśli nawet nie miał nic podtekstowego na myśli, mógłby tego przy mnie nie robić, jestem totalnie zazdrosna.
Nie łapie mnie za rękę, nie rozmawiamy o naszym (nie)związku, albo inaczej... relacji. Nie wiem o co chodzi, a boję się porozmawiać. Chciałabym spotkać się z nim sam na sam, otworzyć się i dowiedzieć na czym stoję.
Może mam zbyt duże wymagania? Chcę żeby często do mnie pisał, mówił, że mnie kocha i inne dobre rzeczy, chcę aby bywał u mnie w każdej wolnej chwili, powiedział o nas swoim rodzicom. Chcę czuć jego obecność.
Może to za wiele?
Mam z sobą problem. Czuję się pusta w środku, bezwartościowa, niemądra. Może to wszystko iluzja, może nie jest tak wspaniały jak mi się wydaje i chciał się pobawić?
Kur,wa nie wytrzymam.
Wciąż czuję jego usta na moich i chcę poczuć jeszcze raz, bez względu na to jaka jest prawda.
 

 
Jednak poszłam do Niego. Było super. Nie wiem, chyba jesteśmy razem <3
 

 
T. dzisiaj zaproponował abym jutro wpadła do niego na wino i została na noc.
Po przeczytaniu wiadomości przestraszyłam się, ale zgodziłam po czym znalazłam szereg wymówek i ostatecznie...
odmówiłam.
 

 
Powinnam się cieszyć, że A. ma na horyzoncie jakiś związek. Dzięki temu nasza relacja się poprawiła.
(Chodzi o to, że ona się we mnie kochała, ja skutecznie dawałam jej kosza, ale wciąż było coś nie tak, później pojawił się T. więc tym bardziej było jej ciężko, ale pogodziła się z tym i znalazła sobie potencjalną dziewczynę.)
Wszystko fajnie, tylko, że ona gada o niej cały czas. Nie widzi, że ja cierpię z powodu relacji z T. a ona mi mówi jak bardzo jest szczęśliwa i jak to często z nią pisze i śmieje się do telefonu. Są jakieś granice, no kurde.
Jej samoocena ostatnio wzrosła. Wie, że moja jest wciąż nisko w tabeli a wciąż mówi jak bardzo podoba się innym, że zaczepiają ją, patrzą i oglądają się jak zrobi fajny makijaż. Źle się przez to czuję.
Nie wiem, może ja jestem po prostu zazdrosna? Chrzanić to, po prostu mi jest co raz gorzej.
 

 
Pojechałam dziś do pracy żeby dopełnić ostatnich formalności. Spotkałam się z J. Znowu zrobiła więcej niż moja mama robi dla mnie, a miała na to tylko chwilkę. Na przywitanie mocno mnie przytuliła, spojrzała i powiedziała "ale Ty jesteś ładna!". Takie rzeczy słyszałam od mamy ostatni raz jakoś w podstawówce. Później pojawił się alkoholizm, który stworzył mur prawie niemożliwy do przeskoczenia.
Ucałowała na pożegnanie.
Napisała mi smsa, że podjęła kroki, które sprawią, że będzie szczęśliwsza. Chodziło o to, że będzie prowadziła jakąś sekcję plastyczną dla dzieci na imprezach firmowych. Mały krok a jednak bardzo ją raduje, bo uwielbia dzieci i chciałaby robić coś innego niż stanie na teście w pracy, która jest poniżej jej ambicji.
Ucieszyłam się, bo to da jej radość, a jeśli ona jest radosna to ja też. Napisałam jej, że się cieszę, a ona "Twoja radość jest bezcenna "
Wie o mojej niskiej samoocenie. Napisałam jej to w bardzo długim smsie o tym jak bardzo ważny jest dla mnie jej prezent dla mnie. Popłakała się wtedy. Może dlatego powiedziała te miłe słowa na wstępie, ale czy to ważne? Najważniejsze jest to, że na pewno zrobiła to szczerze.
Przyszła mi do głowy głupia myśl - a jeśli ona jest manipulantką i chce mnie owinąć wokół swojego palca a później w jakiś sposób wykorzystać? Jak to piszę to chce mi się śmiać, bo to jest super niedorzeczne i nie wiem skąd mi się do wzięło do głowy. Na pewno nie! ♥

Ostatnio moja relacja z T. jest dziwna. Chodzi o to, że od dawna nie wiedziałam na czym stoję. Tu czuję jego dotyk, tam mówi coś miłego, pisze... Ale zmienił się, stał się bardziej wulgarny. Nigdy nie sądziłam, że będzie mi pisał o cyckach (dosłownie, cycki, nie piersi), że będzie pisał jak bardzo nie może skupić się na nauce, bo patrzy na mój dekolt ze zdjęcia, albo, że nawet po pijaku, zapyta w żartach ile palców wolę... Nie w takiej osobie się zakochałam.
I stało się. W weekend był u mnie na noc, razem z B. który do mnie przyjechał. Spała z T. w jednym łóżku, od razu mnie przytulił i się zaczęło. Całowaliśmy się, a później prawie doszło do czegoś więcej, ale nie chcę się nad tym rozwodzić.
Na drugi dzień byłam zdruzgotana i przygnieciona sytuacją, on szybko się zmył, ja zostałam z myślami. Wydawało mi się, że to koniec naszej znajomości, że już nie chcę utrzymywać z nim kontaktu.
Napisał pierwszy (wowowowow), no i tak piszemy sobie do dwóch wiadomości dziennie (z nim to norma, tragedia). I szczerze, po tej nocy i po wiadomościach wciąż niewiele wiem, a może nawet mniej niż wcześniej.
Z jednej strony mam tego dosyć, z drugiej chcę w to brnąć... Czy to miłość?


 

 
Od kiedy pamiętam, zawsze miałam problem z nawiązywaniem relacji z rówieśnikami. To nie chodzi o to, że nie miałam znajomych i kryłam się po kątach. Miałam z kim rozmawiać, z kim wyjść na podwórko, popisać wiadomości na GG. Mój problem polegał na tym, że nie potrafiłam się otworzyć, miałam silne poczucie tego, że mnie nie zrozumieją. Mam to do dzisiaj, próbuję wytłumaczyć sobie - dlaczego? Odpowiedź chyba siedzi w mojej historii, dzieciństwie. Wstydziłam się mówić o rodzinie, w zasadzie, z psychologicznego punktu widzenia, cierpiałam na mentalny brak rodzica. Do tej pory nikogo nie zapraszam do siebie choć praktycznie go odzyskałam. Nie miałam niczego do zaprezentowania ani sobą ani moim pokojem, mieszkaniem. Ba, w zasadzie nie mogłam nikogo do mnie zaprosić, ale to już odrębna historia.
Wiele rzeczy wiedzą o mnie przyjaciele, staram się mówić im wiele, ale to jest wynik porządnych fundamentów - zawsze byli ze mną.
Jak sobie tak pomyślę... nikt z "nowych" znajomych, od czasów technikum (a jestem na drugim roku studiów) nie wie o mojej przeszłości i życiu. Swojej ocenie i świadomości mogą poddać jedynie okres od czasu naszego poznania.
Nie wiem czy zauważyliście, ale pod uwagę wzięłam tylko rówieśników, a co ze starszymi ode mnie osobami?
No właśnie. Z nimi rozmawia mi się o wiele lepiej i jestem skłonna się otworzyć. Nie obejmuje to wszystkich, a nawet powiedziałabym, że tymi osobami są "wybrańcy". Osoby, w których widzę szczególną wrażliwość i empatię. Czuję, że mnie rozumieją, a w wyniku tego nawet otrzymuję dowody tego zrozumienia i dosłownie bez słów wiedzą co mi w duszy gra.
Przez wakacje pracowałam. Poznałam tam J. Wspaniałą mamę dwójki dzieci starszą ode mnie o 13 lat. Zaprzyjaźniłyśmy się. Powiedziała mi wiele o swoim życiu, relacjach, w zamian robiłam to samo (choć wielu rzeczy wciąż nie wie; jestem w stanie jej je ujawnić, ale do tego potrzeba czasu i odpowiedniejszego momentu niż stanowisko pracy lub przerwa w szatni). Dzięki niej poczułam się ważna, chciałabym mieć z nią częstszy kontakt, nawet pojawiały się myśli w stylu - czemu Ty kobieto nie jesteś moją mamą? Nie oszukując się, z J. zawsze mogłam pogadać, o wszystkim. Do mamy dzwonię i brakuje mi tematów. To ona wie o T. a nie moja mama, to ona wie, że miewam huśtawki nastrojów (zauważyła to przy moim pierwszym dołku, od razu zapytała co jest, przytuliła i dała poczucie bezpieczeństwa). Moja mama za to nie wie o mnie nic, taka jest prawda.
Mam wrażenie, że w doroślejszych osobach szukam właśnie bezpieczeństwa, poczucia własnej wartości, zrozumienia i rodzica, którego mi brakowało i brakuje. Mam skłonności do autoanalizy, podobno za dużo myślę, więc może mam rację, może nie...
Na pożegnanie, zakończenie pracy, dostałam cudowny prezent - pudełko z numerem telefonu na wieczku oraz karteczkami z naszymi wspomnieniami i słowami, które podnoszą mnie na duchu - np. "Jesteś super, bardzo Cię lubię". Proste zdania a jak bardzo ważne.
Chciałabym usłyszeć je od własnej mamy.
Zazdroszczę dzieciom J. że ją mają. Jest super.
  • awatar Alecia: @Takie życie, zacny człowieku...: No tak, ja też zdecydowanie doceniam możliwość mieszkania w innym mieście. Życzę Ci dużo szczęścia.
  • awatar Takie życie, zacny człowieku...: Często postępuję podobnie. Odkad mieszkam z dala od domu,przyjeżdżam tam tylko na weekend, nie potrafię się otworzyć i nawet okazać empatii.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Wszyscy sądzą, że miłość boli, ale to nieprawda. Samotność boli. Odrzucenie boli. Utrata kogoś boli. Zazdrość boli. Wszyscy mylą te rzeczy z miłością, ale w rzeczywistości miłość jest jedyną rzeczą na świecie, która przykrywa cały ból i sprawia, że ktoś znów potrafi poczuć się cudownie. Miłość jest jedyną rzeczą na tym świecie, która nie boli."
- Liam Neeson
 

 
"Im jestem starszy, tym bardziej jestem przekonany, że liczą się proste rzeczy. Nie kasa, tylko miłość (która, czasami jest jak depilacja okolic bikini, ale bez niej będziesz pluć na wszystko dookoła). Że każdy ranek to nowy początek.
Że można porozmawiać bez ściem, tarcz i szóstych znaczeń i mówić dokładnie to, co myślimy.
Że stary mesio, może dać tyle samo radochy co Ferrari. Że można siedzieć pod drzewem, pić tanie wino, jeść kurczaka palcami i być bardziej szczęśliwym i pełnym, niż wpierdalając śledzia zawiniętego w pączek, w ekskluzywnej skandynawskiej restauracji, gdzie na stolik czeka się trzy miesiące."
~ Pokolenie Ikea


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Choć w snach do mnie przyjdź
I ze wszystkich sił
Obejmij jak umiesz tylko Ty
Tak długo jak chcę
Aż przekonasz mnie
Że miłość silniejsza jest niż śmierć

 

 
And I run from wolves
Breathing heavily
At my feet
And I run from wolves
Tearing into me
Without teeth
 

 
I wtedy przyszedł Maj,
zamieszkał w moim sercu.

 

 
"Don’t hold back
I want to break free
Cos it ‘singing through your body
And I’m carried by the sound
Every jump
Every single beat
They’re born from your body
And I’m carried by the sound"
 

 
Nie uciekniesz od przeszłości. Nie da się. Ona będzie dopadała Cię każdego dnia. Jeśli nawet uważasz, że wymazałeś ją w pamięci - przykro mi, ale ona wciąż istnieje w Twoim zachowaniu, nawykach, ukształtowanych emocjach i reakcjach. Przesiąknąłeś przeszłością.
Gąbki nigdy nie da się wycisnąć do końca. Jeśli zaczniesz ją osuszać - i tak zostanie ślad, spalisz ją.

Kiedyś wyjedziesz z miejsca, w którym nie chcesz być. Będziesz myślał, że to nowy początek, nowe życie.
Nic bardziej mylnego. I tak zatęsknisz.
Zatęsknisz za swoim zakurzonym kątem, krzyczącym rodzeństwem, psem który budził Cię każdego ranka swoim głośnym szczekaniem.

I tak tu wrócisz. Prędzej czy później i tak to zrobisz.